Skip to content

Tylko we własnym imieniu mogę zabierać głos

  • w świecie emocji

📅 05.05.2024

Ludzie są różni. Wiem, niezły banał na początek. Ale w istocie tak jest. Różnimy się między sobą sposobem patrzenia na świat, przeżywaniem emocji i ich wyrażaniem, sposobem komunikowania się z innymi. Jedni są intro, inni ekstrawertykami.

Ku światu

Chyba nie muszę wskazywać, do której grupy według sztywnych ram podziału należę. Prowadzę bloga, piszę teksty dla dwóch wydawnictw, chętnie dzielę się z ludźmi tym, co płynie w mym sercu i w mojej głowie. Z łatwością wchodzę w relacje i na starcie z reguły daję ludziom sporą porcję zaufania i sympatii. Różnie się to dla mnie kończy, za to ile lekcji życia można przy tym odrobić!

Żyję po swojemu, z odwagą wchodząc w dialogi z różnymi ludźmi. Lubię czasem pogadać o pogodzie i zagaić rozmowę jakimś, może wyświechtanym, tekstem. Odnoszę wrażenie, że gdy przełamie się już te pierwsze lody, ludzie się otwierają, nawiązuje się rozmowa. Pozamykani jesteśmy ostatnio na siebie. A ja lubię nieinwazyjnie podrzucać pretekst do otwierania, choć potrafię też uszanować cudze granice i zamknięte drzwi.

Ku wnętrzu

A gdybym była inna? Gdybym nie wchodziła w relacje jak łyżeczka w zawartość słoika nutelli? Przecież mogłoby się to zdarzyć i mnie. Być zamkniętą w swej skorupce, bez wewnętrznej potrzeby komunikowania się ze światem. Bez pragnienia wystawiania na światło słoneczne myśli i emocji. Jak to jest, gdy ciało nie odczuwa potrzeby natychmiastowości reakcji wszelakich. Gdy stres i emocje nie rozlewają się po trzewiach z taką siłą i mocą, że niemożliwym jest utrzymanie ich we wnętrzu...

Czasem śnię na jawie sen o samotnej chatce w środku lasu. Czemu nie w mieście? — zapytasz. Czemu fantazje ekstrawertyków zwykle sięgać muszą w głąb dzikości natury? Ha, bo jesteśmy cwani! I zwykle zakładamy, świadomie lub nie, że to natura, wiatr, zwierzęta, deszcz — byliby nam kompanami, rozmówcami i słuchaczami w jednym. Gdy wyobrażam sobie samotnię w miejskiej dżungli, od razu zaczyna brakować mi tchu. Czuję ucisk w klatce piersiowej, jakby coś ją zgniatało. Emocje uwięzione w betonowych murach, trudnych do skruszenia.

Między dwoma światami

Kocham spotykać ludzi i doświadczać z nimi fragmentów mojej drogi. Mam potrzebę nie tyle przynależności, ile współdziałania, współodczuwania. Być w życiu z innymi ludźmi, ale i zapraszać ich we własne progi. Dawać i brać. Wymieniać się zasobami, energią, mocą. Być częścią czyjejś podróży, będąc jednocześnie mocno osadzoną we własnej. Płynąć razem, choć każdy osobno.

Jakąś trudną do zdefiniowania ekscytację odczuwam, gdy wyobrażam sobie siebie jako pustelniczkę, mieszkającą w tym przysłowiowym lesie. Fascynuje mnie ta wizja. Nie mam pewności, czy jest tylko bajaniem, wewnętrzną fantazją wypływającą z potrzeby doświadczenia czegoś nowego i nieznanego? A może cichym szeptem intuicji o tym, że zawieszona jestem między oboma światami — tym ku sobie i tym ku relacjom.

Podróżować w obu kierunkach

Wewnętrzne podróże po zakamarkach własnej duszy są mi bliskie, czego nie mogę powiedzieć o braku potrzeby dzielenia się nimi ze światem? Chyba nie potrafiłabym pozbawić się na stałe możliwości wchodzenia w dyskusje, eksplorowania innych spojrzeń na to samo zagadnienie. Doświadczać i sprawdzać, co to doświadczenie robi z moim środkiem. Czy przewraca wszystko do góry nogami, czy może osiada w moim wnętrzu jak kurz — niby go widać, ale niewiele zmienia w istocie spraw?

Lubię interakcje międzyludzkie. Uczą mnie trudnej umiejętności obserwowania świata, bez nieustannej konieczności opowiadania się po którejś stronie, bez potrzeby ciągłego interpretowania czy reagowania. Przyglądać się światu i ludziom z fascynacją dziecka, wszystkim zainteresowanego. Ta różnorodność i odmienność spojrzeń oraz sposobów przeżywania drogi bywa dla mnie lustrem, bywa drogowskazem, czasem ostrzeżeniem, czasem zaproszeniem.

Zabierać głos za siebie

Mówię o swoich emocjach i potrzebach, bo nie zwykłam wierzyć na słowo, że ktoś się domyśli. A nawet jeśli się domyśli, to zinterpretuje je na własny sposób, niekoniecznie zgodny z moją intencją. Lubię i potrzebuję, by czasem mój dialog wewnętrzny odbywał się na zewnętrznej płaszczyźnie. Pomaga mi to zapanować nad chaosem własnych myśli, uczuć, miliona rozwiązań i opcji.

Czuję się ze sobą samą kompletna. Nie jestem połówką jabłka, pomarańczy, czy czegoś tam jeszcze. Wchodzę w relacje nie z poczucia braku, ale z pełni i chęci dzielenia się tym, co mam. Wypływam ku światu, bo uporządkowałam (na tę chwilę, na ten moment w życiu) swoje wnętrze, co wcale nie oznacza, że już nigdy nie schowam się we własnej skorupce. A może przyjmijmy, że w każdym intro jest cząstka ekstra i w każdym ekstra jest cząstka intro? Bo ludzka natura jak świat, nie jest zero-jedynkowa.

← PoprzedniNastępny →

Komentarze

  • Powered by Contentful